Wywiad z p. Wojciechem P³ocharskim
- S± zwolennicy teorii, ¿e w Internecie niczego konkretnego nie mo¿na znale¼æ. Inni twierdz±, ¿e jak siê chce, to mo¿na w nim dotrzeæ dos³ownie do wszystkiego. Czy podziela Pan który¶ z powy¿szych pogl±dów czy te¿ bardziej przychyla siê Pan opinii, ¿e prawda, jak to zwykle bywa le¿y gdzie¶ po ¶rodku?
¯ycie bez internetu to wy¶cigi ¶limaków. Internet jest szerokim ¼ród³em informacji oraz narzêdzi u³atwiaj±cych ¿ycie. Ju¿ zmieni³ ¶wiat tworz±c podstawy globalnego spo³eczeñstwa bez granic. Prawdopodobnie rozwinie siê w co¶ jeszcze bardziej fascynuj±cego i u¿ytecznego zarazem. Powiem patetycznie: to prawdziwa rewolucja kszta³tuj±ca oblicze 21. wieku.
- Bardzo trafnie powiedziane. Przyzna Pan te¿ chyba, ¿e przeszukiwanie zasobów Internetu potrafi czasami bardzo zaskoczyæ niespodziewanymi wskazaniami na listach wynikowych. No bo kto by móg³ np. przypuszczaæ, ¿e w sieci mo¿na znale¼æ do¶æ obszerny wywiad z samym Jackiem Pa³uch± i to nie jaki¶ tam archiwalny z lat 80., ale ju¿ z XXI wieku, a dok³adnie z wiosny 2006 r. o którym najwiêcej wiedz± chyba... internetowi mi³o¶nicy krzy¿ówek. Panie Wojciechu - proszê powiedzieæ jak to siê sta³o, ¿e uda³o siê Panu dotrzeæ do tej majowej rozmowy przeprowadzonej przez Gdañski Klub Szaradzistów Neptun? Czy¿by tak jak my pasjonowa³o Pana szaradziarstwo?
Przeszukiwa³em zasoby sieci z powodów czysto narcystycznych. Po prostu sprawdza³em czy kto¶ mnie zacytowa³, powo³a³ siê etc. Zobaczy³em ten wywiad i skonstatowa³em, ¿e wspominacie Panowie moj± skromn± osobê. Poczu³em siê niezwykle wzruszony. Poza tym wywiad w biuletynie szaradzistów... To oryginalne.
- Zacznijmy zatem od szaradziarstwa w Pana ¿yciorysie. Wiem, ¿e w latach 70. siêga³ Pan po krzy¿ówki, a Pana rodzice pasjonuj± siê nimi do chwili obecnej. Pamiêta Pan gdzie by³y publikowane rozwi±zywane przez Pana zadania?
To by³ chyba m.in. "Kalendarz Szaradzisty" - zacne wydawnictwo o sporej kulturze i mocy oddzia³ywania.
- Te¿ pamiêtam te roczniki. Wydawane regularnie od koñca lat 50. chyba prawie do po³owy lat 80. Ka¿dy zeszyt zawiera³ spor± porcj± cytowanych do dzisiaj ambitnych pere³ek z kategorii rebus, szarada czy te¿ krzy¿ówka. Co wiêcej - trzeba pamiêtaæ, ¿e w tamtych czasach nie by³o mowy o komputerowym wspomaganiu... Ale i tak by³o ich sporo i ukazywa³y siê w ró¿nych wydawnictwach.
Krzy¿ówki, szarady, rebusy by³y ponadto wówczas chêtniej publikowane przez gazety. W³a¶nie nad gazetami pochyla³em g³owê rozwi±zuj±c te zadania. Umiejêtno¶ci intelektualne by³y te¿ wtedy, jak siê wydaje, bardziej trendy.
- Oj - znowu siê muszê z Panem zgodziæ. Czy pamiêta Pan mo¿e jaki¶ konkretny typ zadania ze wspomnianego "Kalendarza Szaradzisty" który bardzo przypad³ Panu wówczas do gustu, albo wrêcz odwrotnie - nigdy go Pan nie lubi³ i nie próbowa³ rozwi±zaæ.
Lubi³em ten Kalendarz Szaradzisty, gdy¿ wydawa³ mi siê wydawnictwem na poziomie. By³a to rozrywka intelektualna w klasycznym stylu. Mieli do¶æ trudne rebusy, generalnie aspirowali do ambitnego wizerunku. Nie przypominam sobie niestety zadania, gdy¿ nie mam pod rêk± tego wydawnictwa.
- Z Pana wypowiedzi wnioskujê jednak, ¿e nie tylko rozwi±zywa³ Pan zadania diagramowe, ale nie omija³ Pan te¿ wspomnianych rebusów, anagramów albo zadañ logicznych?
Preferowa³em krzy¿ówki, gdy¿ ich rozwi±zywanie wydawa³o mi siê bardziej dynamiczne i satysfakcjonuj±ce. Nie stroni³em jednak tak¿e od rebusów, chocia¿ wydawa³y mi siê mniej zajmuj±ce.
- A mo¿e pamiêta Pan pseudonimy autorów zadañ do których siêga³ Pan najczê¶ciej.
Przypominam sobie, ¿e by³y krótkie i zawiera³y chyba jakie¶ zabawne odno¶niki szaradziarsko-rebusowe.
- Tak - czasami anagram imienia, innym razem nazwisko czytane wspak albo inicja³y ukryte w jakim¶ krótkim rzeczowniku. A czy wysy³a³ Pan poprawne rozwi±zania do redakcji?
Tak. Zdarza³o siê.
- Mo¿e uda³o siê co¶ kiedy¶ wygraæ i tym samym poprawiæ domowy bud¿et?
No w³a¶nie nigdy nie zosta³em laureatem nagrody redakcji. Szczerze powiedziawszy niespecjalnie wierzê, ¿e wyró¿nienia te spotykaj± rzesze.
- Znam kilka osób z naszego Klubu do których czasami los siê u¶miecha. Ale mo¿e warunkiem jest systematyczno¶æ wysy³ania poprawnych odpowiedzi. Aby jednak wzi±æ udzia³ w takim losowaniu nagród - trzeba poprawnie rozwi±zaæ odpowiedni± porcjê zadañ. Gdyby kto¶ mia³ np. problemy z rozwi±zaniem kwadratu magicznego autorstwa p. Mariusza Tkaczyka w najnowszym numerze "Rozrywki" - wczuje siê Pan przez chwilê w rolê takiej w³a¶nie osoby i pomo¿e rozwi±zaæ wspomnian± krzy¿ówkê z³o¿on± z piêciu hase³ 9-literowych.
Oczywi¶cie.
-
Otwieram zatem na stronie dziewi±tej i czytam co nastêpuje:
- Ciep³y pr±d zatokowy w p³n. czê¶ci Atlantyku - GOLFSTROM*
- Burt... - amerykañski aktor, gra³ g³ównie w westernach i filmach gangsterskich ("Ostatnia walka Apacza") - LANCASTER
- Zbigniew Lew-... - STAROWICZ
- Dowódca szwadronu w kawalerii - ROTMISTRZ
- Ryba morska o smacznym miêsie, podobna do dorsza (pierwsza litera M). - MINTAJ lub MORSZCZUK
- Bior±c poprawkê, ¿e wszystkie has³a s± z³o¿one z 9 liter - wyeliminujemy tylko mintaja. I mamy ca³o¶æ! Moje gratulacje!
Skoro w domu rodzinnym nie obce by³o Panu spêdzanie czasu nad zadaniami szaradziarskimi wspólnie z rodzicami - nie chcia³ Pan nigdy stan±æ po tej drugiej stronie i sam u³o¿yæ jakiego¶ zadania najpierw dla rodziny i znajomych, a potem mo¿e nawet dla jakiego¶ czasopisma szaradziarskiego. A mo¿e podejmowa³ Pan tego typu próby, tylko nikt o tym nie wie...?
Nie podejmowa³em takich prób, ale wydaje mi siê, ¿e kto¶ kto w wieku szkolnym zasmakuje intelektualnych zabaw ze s³owami, ma spore szanse kultywowaæ ten obyczaj w innych dziedzinach, gdzie tworzywem jest s³owo. S³owa, wyrazy, ich zestawienia s± doprawdy kopalni± dla wyobra¼ni. Pod±¿anie tym labiryntem jest zajêciem dla odkrywców, ¿e ujmê to misternie.
- Bêdziemy jeszcze niejednokrotnie rozmawiaæ o roli s³owa w Pana ¿yciu. To mogê zagwarantowaæ. Powróæmy teraz do wspomnianej rozmowy opublikowanej na stronach Neptuna. Jaka by³a pierwsza Pana reakcja po przeczytaniu ca³o¶ci?
Ucieszy³em siê. To przecie¿ szansa na przypomnienie pewnej poetyki, któr± razem m.in. z Pa³uch± wytwarzali¶my w koñcu lat 80. Poza tym wywiad ten nie by³ p³aski i powierzchowny. Rutyna i po¶piech pauperyzuj± dziennikarstwo.
- Ma Pan ju¿ ponad 15-letnie do¶wiadczenie dziennikarskie. Niezmiernie mi³o mi by³o czytaæ w li¶cie od Pana tak± krótk± recenzjê tego dialogu dwóch Jacków - "Nie wiedzia³em, ¿e kluby szaradziarskie maj± tak wnikliwych i pracowitych dziennikarzy. Jestem pod wra¿eniem Pañskiego wywiadu , który zrealizowa³ Pan z J. Pa³uch±, moim koleg± z czasów studenckich". Porozmawiajmy zatem przez kwadrans albo i d³u¿ej o wspomnianym arty¶cie-malarzu, który jest Pana koleg±. W jakich okoliczno¶ciach siê poznali¶cie?
Z Pa³uch± pozna³ mnie mój kolega z czasów studenckich - Zygmunt Staszczyk - znany rockman...
- ... wówczas chyba jeszcze z T.Love Alternative...
... z którym przemieszka³em oko³o 5 lat m.in. w akademiku na Kickiego na warszawskim Grochowie. By³y to czasy - rzek³bym - malownicze, o awanturniczej specyfice. Zygmunt o¶wiadczy³ , ¿e facet ten jest m³odym malarzem i czuje atmosferê absurdu oraz swobodnej groteski, której wówczas ho³dowali¶my. Pa³ka, bo tak go nazywali¶my, rzeczywi¶cie potrafi³ doceniæ artystyczne szaleñstwa naszego studenckiego ¿ycia. Poza tym zawsze bardzo d³ugo siê ¶mia³ po dobrym dowcipie, co zjednywa³o mu zwolenników.
- Formacja Nie¿ywych Schabuff z Jackiem Pa³uch± w 1983 r. koncertowa³a w warszawskim Remoncie oraz w Hybrydach. By³ Pan mo¿e na którym¶ z tych koncertów. Je¿eli tak - jakie wra¿enia pozostawi³ ten wystêp(y)?
Tak. By³em na dziesi±tkach koncertów. W 83 w Remoncie czêsto dominowa³ jeszcze ciê¿ki, proletariacki ³omot. Tymczasem Jacek, Eryk, Szczepan pochodzili z Czêstochowy, gdzie panowa³a kultura pieni±dza.... Mieli zatem lepsze fryzury, stroje, instrumenty i bawili siê tym co robi±. Jacek wy³ do mikrofonu, Eryk, który mia³ najlepszy, londyñski image, wali³ w bêbny, Szczepan manipulowa³ suwakami konsoli przy okazji omiataj±c je d³ug± grzywk±. Czerpali z niemieckiej tradycji elektronicznej i na scenie robili sporo zamieszania. Jednak tajemnica tej muzyki kry³a siê w muzycznym aparacie dla dzieci o nazwie Casio i stosowym nag³o¶nieniu. Najwa¿niejszy jest pomys³.
- Studiowa³ pan w latach 80. dziennikarstwo i nauki polityczne na UW, a p. Jacek mniej wiêcej w tym samym okresie malarstwo na ASP. ¯ycie studenckie przyjezdnych (a obaj nie pochodzicie z Warszawy) czêsto obfituje w ró¿norakie zabawne zdarzenia i sytuacje. Pamiêta Pan jak±¶ historiê rodem z akademika lub stancji?
Pa³ucha odwiedza³ nas w akademiku na Kickiego, my za¶ wizytowali¶my go w Dziekance na Krakowskim Przedmie¶ciu. To by³ ci±g dziwacznych incydentów. Kiedy¶ zaprosili¶my na przyk³ad do naszego niedu¿ego pokoju na okre¶lon± godzinê licznych znajomych z akademika i spoza niego. W efekcie na zasadzie czystego absurdu zgromadzi³o siê tam ok. 70 osób, poczynaj±c od zab³±kanego narkomana-heroinisty Zbigniewa na Andrzeju Zeñczewskim z grupy DAAB koñcz±c. Potem zgas³o ¶wiat³o. By³o to tak beznadziejne, ¿e a¿ ¶wietne.
- W tamtym okresie czêsto wystêpowa³y niedobory pr±du. W jaki sposób spêdzali¶cie zwykle czas wolny przy ¶wietle ¿arówki, ¶wiec albo nawet w ciemno¶ciach? Jakie miejsca odwiedzali¶cie w czasie weekendów? Które kluby studenckie by³y wówczas najbardziej oblegane?
Pili¶my du¿o alkoholu i bez przerwy rozmawiali¶my. Zagl±dali¶my do knajp z winem - Marywilu, Fukiera, szwendali¶my siê po ludycznym Grochowie; odwiedzali¶my wspomniany Remont, Hybrydy, Stodo³ê; je¿d¿±c z T.Love pozna³em wnêtrza wielu klubów na terenie Polski. Kluby te by³y wówczas mocno oblegane, to by³ chyba jaki¶ fenomen. Ci ludzie wygl±dali poza tym jak aktorzy ze sztuk Witkacego. Dzisiaj m³odzi ludzie, np. pi³karze nie¶mia³o formuj± z w³osów niedu¿e piramidki u¿ywaj±c pomady, wówczas widzia³o siê wielu kolegów z imponuj±cymi irokezami na g³owach. Formowali je zdaje siê u¿ywaj±c kurzego bia³ka, by taki grzebieñ móg³ dumnie górowaæ nad t³umem.
- A czy s³uchali¶cie tej samej muzyki? Odkrywali¶cie wspólnie tych samych wykonawców czy te¿ jeden drugiego stara³ siê przekonaæ do wy¿szo¶ci artysty X nad artyst± Y?
Na pocz±tku by³em fanem new wave, Zygmunt uwielbia³ punk rocka, Pa³ucha - Kraftwerk. Potem wszystko to siê przemiesza³o, w grê wchodzi³y takie gatunki jak ska, punk, afro, new wave, reggae, rockabilly etc. Wysoko notowane by³y: The Clash, Bad Brains, Fela Anikulapo Kuti.... nie cierpia³em Marleya. By³y polemiki co do poziomu wykonawców. Zygmunt np. uwielbia³ surowe, proletariackie brzmienia, ja za¶ optowa³em za wyrafinowaniem i finezj±.
- Lubili¶cie tych samych kompozytorów i autorów tekstów?
Generalnie byli¶my pod tym wzglêdem podobnie sprofilowani, z tym, ¿e ja nie przywi±zywa³em znaczenia do angielskojêzycznych tekstów, poniewa¿ uwa¿a³em je za banalne. Ale dla wielu by³y one busol±. Poza tym fascynowali¶my siê poezj±, literatur±, ale raczej awangardow± klasyk± ni¿ wspó³czesno¶ci±.
- A skoro o tekstach piosenek mowa - Pana imiê i nazwisko zawsze obowi±zkowo znajdziemy przy tytule wielkiego przeboju, który niew±tpliwie najmocniej wp³yn±³ na popularno¶æ tego pierwszego wcielenia FNS. Powiedzmy wspólnie - co to za piosenka...?
"Klub weso³ego szampana".
- Zgadza siê - to o ni± w³a¶nie chodzi. Zacznijmy zatem od pocz±tku. Jest Pan autorem tekstu do tego utworu. Ale czy sam tytu³ te¿ wyszed³ spod Pana pióra?
Tak. Mia³em dwie wersje tytu³u. Pierwsza to by³ w³a¶nie "Klub Weso³ego Szampana", druga nazwa brzmia³a... "Szczup³y jegomo¶æ". Przedstawi³em obie Pa³usze, gdy mia³ zanie¶æ piosenkê do radia. Ustalili¶my, ¿e zwyciêzc± jest pierwszy tytu³. Tytu³ ten jest absurdalny, ale dobrze wspó³gra z atmosfer±, gdy utwór jest wykonywany np. w Sylwestra.
- Przyznam szczerze, ¿e mnie osobi¶cie cieszy decyzja o wyborze tej pierwszej tak oryginalnej propozycji. Powiedzia³ Pan przed paroma chwilami, ¿e "najwa¿niejszy jest pomys³". Pomys³y na nowe zadania szaradziarskie przychodz± w ró¿nych momentach. Czasami pierwszy jest tytu³ zadania, a potem sama krzy¿ówka. Innym razem jest odwrotnie. A jak by³o w przypadku wspomnianej piosenki. Najpierw zarysowa³a siê idea tytu³u czy tekst piosenki? I w jakich okoliczno¶ciach siê to wydarzy³o?
Mam kochliw± naturê. W tamtym czasie - tak siê jako¶ z³o¿y³o - spotyka³em siê symultanicznie z trzema kole¿ankami. Kiedy¶ te ba¶niowo piêkne kobiety niespodziewanie odwiedzi³y mnie równocze¶nie w akademiku. By³ tam wtedy Zygmunt i jeszcze jeden kolega. Zosta³em zdemaskowany. Nie chcê oczywi¶cie mówiæ co by³o pó¼niej. Tekst powsta³ jednak na tym tle wkrótce potem - gdy zamieszka³em w wynajêtym mieszkaniu przy klubie Stodo³a. Niedaleko, na Polach Mokotowskich, mie¶ci³ siê piwny bar Bolek. Trafi³em tam pewnego dnia, by odpocz±æ po trudach studenckiej nauki.. Dwie pierwsze zwrotki mia³em juz w barze, trzecia powsta³a na przej¶ciu dla pieszych nad Al. Niepodleg³o¶ci, czwart± mia³em w mieszkaniu na 10 piêtrze. Kartkê z tekstem nastêpnie niby to niedbale przypi±³em do ¶ciany, aby siê popisaæ. Traf chcia³, ¿e odwiedzi³ nas Pa³ucha, którego s³owa te zdaje siê... zahipnotyzowa³y. ¦mia³ siê chyba blisko kwadrans. Dobili¶my targu i zabra³ tekst, by zrobiæ z niego z kolegami piosenkê. Jak siê okaza³o, zupe³nie przyzwoit±.
- Szaradzi¶ci tworz± czasami w³asne zadania w kilku wariantach i potem wybieraj± tê - ich zdaniem - najlepsz± propozycjê. Czy w przypadku wspomnianej piosenki by³y jakie¶ alternatywne wersje tekstu albo dodatkowe ale usuniête pó¼niej przez Pana lub przez cenzora zwrotki?
Nie. To by³ od razu czterozwrotkowy wiersz z refrenem. Nie mia³em do niego zastrze¿eñ. By³ zgrabny jak modelka.
- Pamiêtam takie rebusy albo definicje w krzy¿ówkach kiedy zastanawia³em siê nad tym "jak zrozumieæ intencje autora"? A czy autor s³ów "Klubu..." da³by siê namówiæ na odpowied¼ na podobne pytanie np. w zwi±zku z celowo¶ci±/intencjami u¿ycia s³ów krogulec albo m³otkowy lub symbolik± przychodz±cego i odchodz±cego tajemniczego mê¿czyzny z teczk±... Czy szaradzi¶ci powinni doszukiwaæ siê w tym tek¶cie jakiego¶ ukrytego rebusu lub kalamburu?
W przypadku tego rodzaju utworu, który nie ma skoñczonej, jasnej fabu³y, czyli jest niejako otwarty, interpretacje mog± byæ ró¿norodne. Je¶li tak siê dzieje, oznacza to, ¿e tekst zachowuje energiê. Teczka, tak siê z³o¿y³o, funkcjonuje jako polski evergreen, poniewa¿ jest znanym powszechnie atrybutem Instytutu Pamiêci Narodowej.
- Czy¿by znamiona antycypacji...
Krogulec to staropolskie s³owo - brzmi ¶miesznie, choæ tak¿e z³owrogo, tajemniczo. M³otkowy to bohater moich podró¿y poci±giem z Olsztyna do Warszawy. S± po prostu tacy kolejarze, którzy stukaj± d³ugimi m³otkami w ko³a wagonów. Tu trafi³ jednak w inn± scenografiê. Natomiast s³owo robal mo¿na przeczytaæ wspak jako labor (po ³aciñsku praca). Czy¿ nie na tym polega szarada lub rebus?
- Wspania³a interpretacja z elementami szaradziarstwa. Szczególnie ta ostatnia czê¶æ brzmi dla mi³o¶ników rebusów wspakowych bardzo swojsko. A proszê powiedzieæ - czy w zamy¶le "Klub Weso³ego Szampana" od samego pocz±tku mia³ byæ wykonywany w duecie damsko-mêskim.
Tak, to mia³ byæ duet, poniewa¿ taki uk³ad determinuje refren.
- A jak to siê sta³o, ¿e w³a¶nie p. Ma³gorzata Pieñkowska udzieli³a siê wokalnie w tej piosence?
Ma³gorzata Pieñkowska by³a lokatork± Dziekanki i by³a wówczas bardzo weso³± dziewczyn±. Pa³ucha zaproponowa³ jej udzia³ w piosence. W tym czasie Dziekankê zamieszkiwa³y hufce uzdolnionych studentów. Z Ma³gorzat± Pieñkowsk± ³±czy mnie jeszcze inna rzecz. Razem uczyli¶my siê w jednej szkole - I Liceum Ogólnokszta³c±cym w Olsztynie. Zawsze ilekroæ my¶lê o tej szkole, przypominaj± mi siê romantyczne sceny. I tu chcia³bym pozdrowiæ Karolinê Samulowsk±.
- Przy³±czamy siê do pozdrowieñ. Czy wie Pan co¶ na temat samej rejestracji tego przysz³ego hitu w studiu nagrañ?
Tak. Uczestniczy³em w niej. ¦piewam tam w tle jako drugi g³os w trzeciej i czwartej zwrotce oraz w finale. Nie by³a to kator¿nicza praca. W muzyce nie chodzi przecie¿ o mêkê.
- O ile siê nie mylê - radiowa premiera tego nagrania mia³a miejsce chyba na pocz±tku wakacji dok³adnie 18 lat temu w Rozg³o¶ni Harcerskiej za spraw± Paw³a Sito. Czy to lato 1988 r. zalicza Pan do udanych czy wrêcz przeciwnie?
Wcze¶niej w tym samym roku zadebiutowa³em w ogólnopolskiej prasie literackiej. Zatem pozna³em si³ê masowych mediów. Nowe i potê¿ne do¶wiadczenie.
- "Klub weso³ego szampana" - obok "Nie pytaj o Polskê" i "Tak... Tak... to ja" - Obywatela G.C., "Zostawcie Titanica" - Lady Pank oraz "Arahji" zespo³u Kult i "O! Ela" - Ch³opców z Placu Broni zosta³
okrzykniêty jednym z przebojów 1988 roku. Czy kilka miesiêcy wcze¶niej kiedy wizja tego utworu dopiero siê zarysowywa³a - widzia³ Pan oczami wyobra¼ni ten powoli zbli¿aj±cy siê sukces?
Zupe³nie siê tego nie spodziewa³em. By³em zaskoczony. Koncentrowa³em siê raczej na przekonywaniu literackich sztywniaków z ró¿nych redakcji do swego geniuszu. Oczami wyobra¼ni widzia³em siebie ju¿ jako kogo¶ w rodzaju literackiego Jamesa Deana z przyklejonym do dolnej wargi papierosem. Nie..., ¿artujê my¶la³em o jakim¶ nowatorskim wizerunku.
- Czy zna Pan inne ni¿ autorskie wykonanie omawianego przeboju? Mo¿e mia³ Pan okazjê us³yszeæ wersjê duetu Joanna Kurowska i Wojciech Mann?
S³ysza³em wersjê Magdy Dureckiej i Bogus³awa Smolenia, kto¶ mówi³ mi o wykonaniu Marcina Dañca.
- Zgadza siê - by³a wykorzystana chyba w jednym z odcinków "Marzeñ Marcina Dañca" emitowanych w TVP2.
Znam te¿ wspomnian± wersjê Kurowskiej i Manna. Zespó³ Formacja Nie¿ywych Schabuf równie¿ eksperymentowa³ z kilkoma wersjami.
- Autorzy krzy¿ówek znaj± swoje prawa i obowi±zki zwi±zane np. z konkretnym wynagrodzeniem za publikowane zadania czy te¿ zakazem uk³adania ich dla konkurencji. Proszê co¶ wiêcej powiedzieæ o autorach tekstów w kontek¶cie prawnym. Jak to jest z rejestracj± utworów w ZAiKS-ie którego jest Pan cz³onkiem? Jak to jest z tantiemami za odtwarzanie piosenek w radiu czy TV? Jak to jest z tworzeniem i nagrywaniem nowych wersji starych przebojów z oryginalnym lub zmodyfikowanym, uwspó³cze¶nionym tekstem?
Chc±c zarejestrowaæ piosenkê nale¿y wype³niæ stosowny formularz, dostarczyæ s³owa i zapis nutowy. Tantiemy pochodz± od nadawców, lecz nie tylko. Autor i kompozytor utworu pozostaj± twórcami. Nowi wykonawcy danej piosenki mog± jednak otrzymywaæ honoraria z innego stowarzyszenia - STOART, które p³aci tantiemy wykonawcze. Jednak po szczegó³y odsy³am na strony ZAIKS iSTOART. Chcê tak¿e wyprostowaæ jedn± nie¶cis³o¶æ - cz³onek ZAiKS to nie to samo co pracownik tej instytucji.
- A jak by³o w przypadku piosenki "Karuzela" z repertuaru zespo³u T.Love z Pana tekstem? Czy by³y jakie¶ wcze¶niejsze rozmowy z p. Mari± Koterbsk± albo autorem tekstu p. Ludwikiem Starskim lub jego spadkobiercami oraz Witoldem Krzemiñskim - kompozytorem - przed decyzj± o jej nagraniu w formie takiego muzycznego felietonu gdzie pojawiaj± siê w poszczególnych zwrotkach m.in. takie has³a jak spo³eczeñstwo, telewizja, narkotyki, terror i polityka?
Nie znam szczegó³ów, gdy¿ pilotowa³ to Zygmunt. Jednak tu powsta³ zupe³nie inny utwór, z innym tekstem, wykonywany w zupe³nie innym stylu. Nie s±dzê, aby Sex Pistols na przyk³ad pytali kogo¶ czy mog± nagraæ swoj± wersjê "God Save the Queen". W takim przypadku sztuka by³aby martwa.
- Oprócz "Karuzeli" wiem, ¿e pope³ni³ Pan jeszcze jeden tekst piosenki dla wspomnianego zespo³u T.Love. Czy mo¿e Pan przypomnieæ ten drugi tytu³?
Ja nazwa³em tê piosenkê "OK 1905", Zygmunt, który j± delikatnie przerobi³, skróci³ tytu³ do "O.K." Ukaza³a siê na jednej z wcze¶niejszych p³yt T.Love.
- Chyba chodzi o kr±¿ek "Dzieci rewolucji 1982-92" z roku 1992.
Obecnie piosenka ta powróci³a pod tytu³em "Do roboty" w wersji hip hopowej, powsta³ te¿ klip. Aha, pod nazw± "Robotnicy" nagra³a j± równie¿ Formacja Nie¿ywych Schabuf.
- Korzystaj±c z okazji zwrócê siê z pro¶b± o komentarz zwi±zany z wykorzystaniem tekstu konkretnej piosenki w zadaniu szaradziarskim. Czy gdybym chcia³ u³o¿yæ do naszego klubowego biuletynu krzy¿ówkê opart± na tek¶cie przeboju "OK 1905" albo zaproponowaæ na turnieju szaradê parafrazuj±c wspomniany przebojowy tekst w stylu "A gdybym by³ krzy¿ówk± - to co by¶ powiedzia³a - rozwi±za³abym, rozwi±za³a" - czy mogê siê spotkaæ z jakimi¶ reperkusjami ze strony np. wspomnianego ZAiKS-u. Je¿eli tak - jakie kroki nale¿a³oby przedsiêwzi±æ aby unikn±æ takich problemów?
Nie s±dzê, aby kto¶ ¶ciga³ kogo¶ za ¿artobliw± parafrazê. Jednak Pañska idea dotycz±ca krzy¿ówki opartej na tek¶cie to ciekawa innowacja. Jaki nak³ad ma biuletyn? Proszê powiedzieæ, bo strzelam!
- Z regu³y - mniej wiêcej 50 egzemplarzy. Dystrybuowany jest niekomercyjnie na Turniejach i w¶ród zainteresowanych szaradzistek i szaradzistów.
A na powa¿nie - powinni siê na ten temat wypowiedzieæ fachowcy ZAIKS. Wystarczy jeden telefon. No, dwa.
- Powróæmy do lat 80. Sk±d czerpali¶cie Pañstwo wówczas wiedzê na temat wykonawców i ich muzycznych wydawnictw? Radio, TV, prasa muzyczna...?
Radio i prasa. Kr±¿y³o te¿ wiele kaset z nowo¶ciami, rzek³bym nawet z muzycznym podziemiem. Nie by³o chwili ciszy, ¿yli¶my w ha³asie - stopa chodzi³a sama. Smarowa³em mas³em poranny chleb przy Big Audio Dynamite, tak¿e wieczorem nie dyskutowali¶my w studenckim gronie przy orkiestrze Jamesa Lasta.
- Skoro obaj wspomnieli¶my o prasie muzycznej to przypomnijmy, ¿e to w³a¶nie w jednym z "Magazynów Muzycznych" w 1988 r. pojawi³ siê Pana wywiad z p. Jackiem Pa³uch± na który powo³ywa³em siê w rozmowie z moim imiennikiem z Czêstochowy. Pamiêta Pan jeszcze warunki powstawania tamtej rozmowy?
Tak. Pa³ucha mnie wówczas zaskoczy³. Jak wspomnia³em, nie by³ gadu³±, ale tu rozwin±³ swe koncepcje filozoficzne na now± skalê. Mam na my¶li te reminiscencje z czartami, panami Twardowskimi, lataniem we ¶nie itp. Nie spodziewa³em siê takiej g³êbi. Ubra³em nastêpnie ten tekst w bajkowo-marzycielski kostium i przeszed³, chocia¿ by³ stosunkowo trudny. Wydaje mi siê dzi¶, ¿e to by³a niez³a, subtelna kreacja nowego zjawiska.
- Pamiêtam, ¿e sam czytaj±c wówczas ten wywiad zaskoczy³a mnie jego tre¶æ podana w bardzo nietypowej formie. Jak uda³o siê Panu trafiæ w czasie studiów do wspomnianej redakcji (czy¿by praktyka studencka) i czy mia³ Pan na koncie wiêcej tego typu przeprowadzonych rozmów - mo¿e nie tylko dla "MM" ale np. dla "Na prze³aj" "Razem" albo "Non Stopu"?
Atakowa³em wówczas prasê muzyczn± chc±c przedrzeæ siê z jakimi¶ niekonwencjonalnymi materia³ami. To o czym pisali by³o raczej do¶æ schematyczne: graj± ostro na gitarach, pal± papierosy i s± ¼li na ¶wiat, który im p³aci. Zaprzysi±g³em zatem zmieniæ stereotyp... Wydrukowa³em tam wtedy jeszcze inny tekst pod nazwiskiem jakiego¶ kolegi. W pismach tych jednak sytuacja nie by³a swobodna. Nastêpowa³o tam zetkniêcie m³odych ludzi ukszta³towanych ju¿ na liberalnych nowalijkach i czujnych przedstawicieli aparatu w³adzy. Obyczajowo¶æ cenzorska i t³umienie osobowo¶ci równie¿ nie odchodzi³o tak ³atwo w cieñ.
- Ale "Magazyn Muzyczny" i tak w¶ród czytelników nie mia³ chyba sobie w Polsce równych. Pan Korneliusz Pacuda który by³ przez jaki¶ okres zastêpc± redaktora naczelnego w "MM" wspomina³ w rozmowie ze mn±, ¿e dwumiesiêcznik ten, a potem miesiêcznik mia³ w po³owie lat 80. trzysta tysiêcy nak³adu. I by³by on nawet wiêkszy gdyby nie niedobory papieru. Zatem wspomnian± rozmowê czyta³y tysi±ce osób.
Od³ó¿my jednak te papierowe wspomnienia na bok. Odnoszê wra¿enie, ¿e s³uchaj±c utworów Formacji z lat 80. ma siê przed oczyma takie specyficzne muzyczne kola¿e z pogranicza snu i jawy autorstwa rzek³bym nawet samego Witkacego. Zbli¿one poetycko pejza¿e i zadziwiaj±ce portrety pojawiaj± siê nastêpnie w piosenkach zespo³u Furmanka z któr± na prze³omie lat 80. i 90. po odej¶ciu z FNS wystêpowa³ p. Jacek Pa³ucha. Tak¿e i w tym przypadku trzeba wspomnieæ o niew±tpliwym Pana wk³adzie literackim, bo mniej wiêcej po³owa premierowych tekstów wykonywanych wówczas przez wspomnianego wokalistê to w³a¶nie utwory Wojciecha P³ocharskiego. Proszê przytoczyæ tytu³y kilku z nich...
Dla Furmanki napisa³em piêæ utworów. Ich tytu³y to: "Za siódm± gór±", "Rudy koñ", "Dawno temu", "Dziewucha bez ucha" i "Skarb". To rytmiczna, ba¶niowa poezja z symbolicznymi i abstrakcyjnymi tre¶ciami.
- A potwierdza Pan informacjê, ¿e przy innym biegu wydarzeñ wymienione nagrania by³yby zarejestrowane w³a¶nie pod szyldem Formacji na potrzeby drugiej p³yty d³ugograj±cej?
Powinno tak siê staæ. Pa³ucha jednak, odchodz±c z Formacji Nie¿ywych Schabuf, zlekcewa¿y³ znaczenie nazwy zespo³u, która sta³a siê ju¿ mark±. Poza tym, nieszczê¶nik, uwik³a³ siê we wspó³pracê z nieprofesjonaln± firm± wydawnicz±. Wydawnictwo to nie mia³o w efekcie si³, by rozpêdziæ p³ytê. Album ten jednak jest bardzo dobry, a moje s³owa smakuj± tam jak kolorowy trunek. Powiedzmy absynt.
- Mo¿e to sam los chcia³ tak a nie inaczej. Ale dziêki temu pod liter± F w "Leksykonie polskiej muzyki rockowej" mo¿na znale¼æ wzmiankê zarówno o Furmance jak i o starej Formacji oraz o tym nowym jej wcielenie. A propos - s³ysza³em, ¿e Formacja z Olkiem Klepaczem podobno pracuje teraz nad kolejnym materia³em p³ytowym. ¦ledzi Pan muzyczn± biografiê FNS-bis. Co Pan s±dzi o ich artystycznych dzia³aniach i dokonaniach?
Po "Klubie Weso³ego Szampana" poszli za ciosem wykorzystuj±c nie¶wiadomo¶æ publiczno¶ci co do znacz±cych podzia³ów w zespole. Przez jaki¶ czas próbowali jeszcze niezdarnie podrabiaæ wcze¶niejsz± poetykê, pó¼niej jednak niebezpiecznie zbli¿yli siê do obszarów zarezerwowanych dla wykonawców disco polo. Mimo to gdyby zechcieli wzbogaciæ swoj± s³own± ofertê, pomogê im w niedoli. Mam dla nich wiele serca.
- Mo¿e kiedy¶ uda mi siê te¿ namówiæ do rozmowy p. Olka Klepacza. Pozwolê sobie wspomnieæ mu o powy¿szej dygresji dotycz±cej tekstów nowych piosenek dla Formacji...
Du¿o miejsca w tym wywiadzie po¶wiêcili¶my Pana twórczo¶ci na rzecz innych artystów. Kolejne pytania dotyczyæ bêd± Pana dzia³alno¶ci na w³asny rachunek. Od czego zaczniemy - od literatury czy muzyki?
Zacznijmy od muzyki.
- Zgoda. W latach 70. skoñczy³ Pan szko³ê muzyczn± I stopnia w Olsztynie w klasie fortepianu. I to zami³owanie do tego instrumentu trwa do dzisiaj. Proszê rozwin±æ temat Pana przygody z muzyk± klasyczn±...
Nie jestem pe³nym absolwentem, rzuci³em bowiem szko³ê, do jej ukoñczenia brakuje mi, je¶li dobrze pomnê, jednego pó³rocznego semestru. W koñcowym okresie mia³em z³ego nauczyciela fortepianu, poza tym wkroczy³em w wiek, kiedy zamiast trzygodzinnych æwiczeñ na pianinie dziennie wybiera siê ca³usy i u¶ciski z rówie¶nicami. Nie porzuci³em jednak tej pasji id±c w³asnym torem. W latach 80 pisa³em piosenki - w zamy¶le po³±czenie klasyki i rozrywki, które w l. 90 wysz³y na p³ycie oraz z³o¿y³y siê na program "Przyjaciele nadchodz±" zrealizowany przez TVP2.
- "Przyjaciele" powróc± jeszcze za parê chwil.
Wraz z rozwojem internetu powróci³em do zainteresowañ wspó³czesn± muzyk± klasyczn±. Dziêki publikowaniu muzycznych plików na stronach w sieci, mog³em trafiæ do miêdzynarodowych odbiorców i odcisn±æ swój ¶lad w¶ród wa¿niejszych twórców, np. w indeksie Open Directory dotycz±cym contemporary classical music, który wówczas (2000 r.) by³ jeszcze do¶æ skromny liczebnie...
- Tak - Open Directory czy te¿ jak kto woli dmoz wystartowa³ oficjalnie w czerwcu 1998 r. i dwa lata pó¼niej by³ jeszcze wci±¿ bardzo niepozornym graczem na rynku w porównaniu do katalogu Yahoo! czy Lycos.
...czy te¿ na stronach popularnego portalu Classical Net. Nie jestem pewien czy to o czym akurat mówiê jest zrozumia³e dla wszystkich czytelników, poniewa¿ w Polsce do internetu ma przecie¿ dostêp jedna trzecia obywateli, a tylko jedna pi±ta zna angielski. Wielu ponadto koncentruje siê na czatach, grach i erotyce.
- Ewentualnie jeszcze sprawdzaj± pocztê elektroniczn±, ¶ci±gaj± muzykê i bior± udzia³ w internetowych aukcjach.
"Dom bez fortepianu czyni wra¿enie, ¿e na co¶ czeka". Podpisa³by siê Pan pod tymi s³owami Marleny Dietrich?
Nie przesadzajmy. To tylko ¶rodek, instrument. Wspó³czesne keyboardy maj± wspania³e brzmienia. S± poza tym przeno¶ne i ustawne. Pianino, fortepian trzeba stroiæ, ci±gle co¶ dokrêcaæ. To wzruszaj±ce sprzêty, ale przysz³o¶æ muzyki te¿ jest fascynuj±ca.
- Gdyby mia³ Pan do wyboru - karierê podobn± do tej jak± robi teraz Rafa³ Blechacz oraz karierê w stylu Waldemara Malickiego - któr± by Pan wybra³. A mo¿e zrezygnowa³by Pan z obu na rzecz zupe³nie czego¶ innego w zakresie instrumentów klawiszowych?
Z przykro¶ci± musze stwierdziæ, ¿e nie jestem bieg³y w wydarzeniach na krajowej scenie. Z chêci± bym to nadrobi³, gdyby powsta³y odpowiednie warunki . Odnoszê jednak wra¿enie, ¿e szerszy odbiorca w kraju przyswaja jedynie swoisty pop, tzn. - Chopin, Mozart, Beethoven oraz jakie¶ góralskie reminiscencje w muzyce wspó³czesnej. Nota bene w Warszawie by³o kiedy¶ Radio Classic. Nie us³ysza³em tam nigdy Bartoka.
- Teraz mamy za to RMF Classic.
Dodam jeszcze, nawi±zuj±c do wcze¶niejszego w±tku, ¿e internet daje kompozytorom mo¿liwo¶æ dotarcia do odbiorców na ca³ym ¶wiecie, czyli potrafi skutecznie konkurowaæ z sal± koncertow±. Poza tym pozostawia twórcz± swobodê.
- Z p. Januszem Grudziñskim za³o¿y³ Pan w 1993 r. zespó³ Przyjaciele - o którym ju¿ Pan wspomina³ - i nagra³ w duecie kasetê "Cyfry". Kilka lat wcze¶niej by³a taka efemeryda The Jesus Puojares stworzona przez Pana i Muñka Staszczyka. Czy móg³by Pan co¶ wiêcej powiedzieæ na temat tych dwóch wymienionych z nazwy w poprzednim pytaniu przygód muzycznych... Czy nie by³o nigdy przymiarek aby podobnie post±piæ jeszcze raz i stworzyæ jaki¶ muzyczny projekt na bazie duetu dwóch Panów P. czyli P³ocharski & Pa³ucha?
Wracamy zatem do l¿ejszej muzy. Projekt Przyjaciele, jak zauwa¿y³em, cieszy³ siê uznaniem, powiem buñczucznie, opiniotwórczych elit. Jednak nie móg³ przedrzeæ siê do szerokiej publiczno¶ci z powodów technicznych. Materia³ ukaza³ siê wtedy na kasecie i w formie programu telewizyjnego, ale nie ukaza³ siê na CD. Sytuacja ta mo¿e zmieniæ siê ju¿ niebawem. "Cyfry" to jedena¶cie piosenek. Maj± pewne odniesienie do lat 70, u³o¿y³em je przy pianinie w latach 80, a nagra³em w l. 90.
- Czy¿by zatem by³a szansa na ich ukazanie siê w latach 00 w³a¶nie w wersji kompaktowej...?
Kto wie... Do dzi¶ zachowuj± swe humanistyczne, poetyckie i jêzykowe warto¶ci. Zawieraj± te¿ szereg misternych rozwi±zañ muzycznych. Tu po bratersku ¶ciskam d³oñ pana Jana. The Jesus Puojarez (nazwa nie mia³a nic wspólnego z ko¶cio³em - by³a trawestacj± nazwy kakofonicznego, brytyjskiego zespo³u The Jesus and Mary Chain) wyst±pi³ na koncercie w Hybrydach w 87 lub 88 ze mn± jako wokalist± i twórc± tekstów, Zygmunt rycza³ w chórkach i gra³ na tamburynie, Zeñczewski na gitarze i chyba Jacek Koniu ¦liwczyñski na basie. Aha, wyst±pi³o te¿ to s³ynne casio, które po¿yczy³ nam Pa³ucha. Wykonali¶my dwie piosenki; je¶li dobrze pamiêtam - "Wieczorem" i "Larry", które znalaz³y siê potem na p³ycie "Cyfry". Do "Magazynu Muzycznego" przemycili¶my zdjêcie i napisany przeze mnie happeningowy tekst podpisany nazwiskiem zupe³nie przypadkowego kolegi, który zreszt± pó¼niej i tak zacz±³ paraæ siê dziennikarstwem. The Jesus Puojarez by³ nie tyle efemeryd±, co ¿artobliw± mistyfikacj±, niemal bytem wyobra¼ni.
- Zostawmy domenê Polihymnii i przejd¼my do zainteresowañ Erato, Euterpe i Kaliope. Pana pierwsza ksi±¿ka "Trzydzie¶ci i trzy" ukaza³a siê dok³adnie 10 lat temu i stanowi³a podsumowanie autorskiej dzia³alno¶ci literackiej z lat 1984-1994. Piosenki, wiersze, ekspreski, t³umaczenia. W którym z wymienionych czterech stylów/form pisarskich czuje siê Pan najlepiej?
Wtedy we wszystkich. Pisa³em je po to, by rozwi±zywaæ zagadnienia artystyczne, ³amaæ sobie g³owê rymami, rytmem, ilo¶ci± sylab, czarowaæ s³ownictwem, wci±gaæ w s³owne pu³apki, eksperymentowaæ, prowokowaæ - promieniowaæ energi± i m³odo¶ci±. Tytu³ tej ksi±¿ki zreszt± pochodzi od informacji na temat pojemno¶ci ma³ych, pêkatych butelek z tamtych czasów,0,33 brzmia³oby jednak znacznie mniej efektownie. Poza tym nazwê ksi±¿ki, przet³umaczon± na angielski, mo¿na niechlujnie przeczytaæ jako Dirty and Free, co zupe³nie trafnie oddaje stan mojego wszêdobylskiego ducha w tamtych czasach. Ilekroæ widzia³em ten tom w¶ród religijnych ksi±¿ek na pó³kach warszawskiego Empiku, tylekroæ szyderczo za³amywa³em rêce nad bezmy¶ln± nonszalancj± pracowników ksiêgarni.
- "Ksi±¿ka o niesamowitym potencjale ekspresji, dynamicznym tempie, ró¿norodna gatunkowo (...) prze¶miewcza i liryczna, smutna i weso³a, drapie¿na i ³agodna, klasyczna i awangardowa...". Co czuje autor gdy czyta tak± szczer± recenzjê "30i3", do której dotar³em w Internecie?
Bardzo mi³e s³owa. Niez³a reklama. Brzmi znacznie lepiej ni¿ te odkrywcze cytaty na DVD z recenzji w amerykañskich gazetach w rodzaju: Ten film wci±ga i fascynuje - Tim Morris "New Musical Tribune" - czy jako¶ tak.
- W miarê up³ywu czasu Pana dorobek ksi±¿kowy siê powiêksza³. "Plastic Odeon" w 1997, "¯ó³to-zielono-rudy" w 2001, "Diplomatic Rebel on Creaky Bicycle", "Faster Than Light" (obie w 2004 r.) oraz "Million In My Pocket" w 2006 r. Sk±d jednak decyzja, aby te trzy ostatnie pozycje by³y anglojêzyczne?
Przy³±czy³em siê do angielskojêzycznych spo³eczno¶ci poetyckich w internecie. Stwierdzi³em, ¿e w ten sposób szybciej, czê¶ciej i lepiej mo¿na siê komunikowaæ z odbiorcami. Po pewnym czasie zacz±³em otrzymywaæ przyzwoite recenzje, chocia¿ zawsze pos³ugiwa³em siê nie szekspirowsk± angielszczyzn±, a raczej rodzajem prostego, komunikatywnego jêzyka z dziennikarskich headline'ów. Po kilku latach wyda³em w Indiach, gdzie ludzie fascynuj± siê literatur±, pierwszy, a potem drugi i trzeci zestaw utworów. Zawieraj± poezjê oraz satyrê, i s± szeroko dostêpne w miêdzynarodowej sprzeda¿y on line, np. - to jako ciekawostka - na stronach japoñskiego Amazon.jp. Wkrótce potem, wiosn± 2006 r., zosta³em zaproszony do Indii na festiwal literacki. Zwiedzi³em pó³nocno-zachodni± czê¶æ tego fantastycznego kraju.
- W tej chwili gdyby mia³ Pan wype³niaæ kwestionariusz - co wpisa³by Pan w rubryce "aktualnie wykonywany zawód"?
Autor. Dziêki stypendium z Funduszu Popierania Twórczo¶ci ZAiKS, koñczê kolejn± ksi±¿kê bêd±c± zapisem podró¿niczej przygody, o której mówi³em wcze¶niej.
- Proszê powiedzieæ co¶ wiêcej na temat tej swojej kolejnej pozycji ksi±¿kowej.
To zestaw angielskojêzycznych utworów bêd±cych zapisem mojej podró¿y po pó³nocno-zachodnich Indiach. Jest zbiorem niekonwencjonalnej, komunikatywnej poezji, w czym jak zawsze wykorzystujê w³asne do¶wiadczenia z dziennikarstwa. Unikam zatem rzewnego sztywniactwa, próbuj±c znale¼æ now± i ciekaw± formu³ê wiersza.
- A czy w polu o nazwie "osi±gniêcia zawodowe" pojawi³by siê wpis "15 lat przepracowanych w Polskiej Agencji Prasowej"?
Niedawno odszed³em z PAP, poniewa¿ nie otrzyma³em tam podwy¿ki od 6 lat. Uzna³em to za dziwne. Obawiam siê, ¿e agencja znalaz³a siê w stanie kryzysu. Wspó³czujê kolegom, ale chyba nic nie mo¿na na to poradziæ.
- Która z dziennikarskich podró¿y i przeprowadzonych z niej relacji wywar³a na Panu najwiêksze wra¿enie...?
Podró¿e po Bia³orusi - piêknym i bliskim kraju o niskim poziomie politycznym oraz wyprawa do Czeczenii - piek³a oraz Inguszetii - nieba Kaukazu.
- Wiem, ¿e zna Pan jêzyk bia³oruski - mo¿e wie Pan zatem jak brzmi s³owo krzy¿ówka albo rebus lub anagram w tym w³a¶nie jêzyku?
Krzy¿ówka - kry¿awanka, krasword. Anagram - prawdopodobnie anagramma, rebus zapewne tak jak w ³acinie.
- Powróæmy jeszcze na moment do idei Internetu bo to jemu g³ównie zawdziêczam przyjemno¶æ rozmowy z Panem. Znalaz³em kiedy¶ takie ciekawe rozszerzenie s³owa MEDIUM autorstwa Ernst&Young wybrane do wskazania unikalnych zalet Internetu. Mass (masowo¶æ, globalno¶æ); Economical (ekonomiczno¶æ, tanio¶æ); Direct (bezpo¶rednio¶æ); Interactive (interaktywno¶æ); Ultrafast (ultraszybko¶æ); Measurable (mierzalno¶æ). Jak by siê Pan ustosunkowa³ do tej ciekawej - moim zdaniem - teorii s³owno-naukowej?
Anglosasi lubi± ujmowaæ zjawiska praktycznie, skrótowo i efektownie. To jest w³a¶nie taka definicja. Jestem pewien, ¿e Ernst&Young poszed³ za ciosem i komercyjnie rozszerzy³ tê definicjê do setek, a mo¿e tysiêcy, je¶li nie milionów ksi±¿ek dla biznesu.
- A potem sprawdzi³ na koncie podstawow± mierzalno¶æ ca³ej teorii... 8-)
Na zakoñczenie proszê spróbowaæ u³o¿yæ w³asn±, autorsk± definicjê jednego lub kilku z poni¿szych terminów: OLSZTYN, PONTONIER, EPIGRAM, NEWSROOM, WEEKEND, S£OWO, PRZYJACIEL, ¦WIÊTE JE¯E, EROTYKA, SOWIZDRZA£, NIERZETELNO¦Æ, SKARB, TAJEMNICA.
- OLSZTYN - tysi±c jezior
- PONTONIER - cz³owiek z bosakiem
- EPIGRAM - satyra
- NEWSROOM - ultranowoczesno¶æ
- WEEKEND - koniec tygodnia
- S£OWO - gazeta
- PRZYJACIEL - sympatyk
- ¦WIÊTE JE¯E - z kolcami
- EROTYKA - zmys³y
- SOWIZDRZA£ - ¿artowni¶
- NIERZETELNO¦Æ, - niesumienno¶æ
- SKARB - maj±tek
- TAJEMNICA - sekret
- "A gdyby nie by³o Internetu - to co by Pan powiedzia³..."?
Tak ma³o powiedzia³em... - powtórzy³bym za Mi³oszem, d³ugowiecznym noblist± z Litwy.
- W ten oto sposób w mi³ej atmosferze dobiega koñca rozmowa dwóch baranków. Czemu tak... Albowiem oprócz tego, ¿e i Pan i ja lubimy stare dokonania Formacji NS, czytali¶my w przesz³o¶ci "Magazyn Muzyczny" i mamy pewne do¶wiadczenie krzy¿ówkowe co¶ jeszcze nas ³±czy. Obaj urodzili¶my siê w ró¿nych latach, ale... w tym samym miesi±cu! Pan jedenastego, a ja trzynastego kwietnia.
Bardzo mi³o mi siê z Panem rozmawia³o. Dziêkujê piêknie za nawi±zanie tego pierwszego kontaktu i za ca³y sympatyczny wywiad.
*S³owa napisane KAPITALIKAMI s± bezpo¶rednimi odpowiedziami samego p. Wojciecha.