Wywiad z p. Edwardem Hulewiczem
- Z liter wyrazów WIEC I SZOR powstanie przez anagramowanie nazwisko ROSIEWICZ (Andrzej), z liter SZPAN I CZEK po przestawieniu - SZCZEPANIK (Piotr), a z liter GWINT I KOKSA w inne kolejności - GNIATKOWSKI (Janusz). Czyje znane nazwisko otrzymamy zmieniając kolejność liter w wyrazach LEW I ZUCH ?
Nie trudno odgadnąć - HULEWICZ
- Jak się Panu podobała taka literowa zabawa z gwiazdami polskiej muzyki rozrywkowej ?
To bardzo zabawne i pouczające, spróbuję sam z innymi nazwiskami.
- Wiem, że oprócz muzyki Pana pasją są także malarstwo i poezja. A czy jest też czas na rozwiązywanie krzyżówek ?
Owszem, w moim wolnym czasie, niestety bardzo ograniczonym. Ale tak, czasami się tym zajmuję.

- Czy ma Pan swój ulubiony typ krzyżówki ?
Pan wyraźnie przecenia moją wiedzę i umiejętności na ten temat. Rozwiązuję to co wpadnie mi w ręce w podróży, na plaży, czy w moim letnim domku.
- A ulubioną porę na rozwiązywanie ... ?
Jak wyżej. Porę dyktuje czas wolny, czas relaksu, ochota na odprężenie itd.
- Rozwiązuje Pan zwykle konkretne zadanie od deski do deski czy też pojawiają się w nim czasami jakieś luki?
Uparcie rozwiązuję do końca. Zaglądam do książek, encyklopedii itd. Zniechęcają mnie jedynie krzyżówki w tych popularnych kolorowych czasopismach. Odnoszę wrażenie że są pisane dla półgłówków.
- Których zadań szaradziarskich nie darzy Pan zbytnią sympatią ?
To dla mnie wyłącznie rozrywka, a więc, żadnej ani nie faworyzuję, ani też nie wyróżniam. Zmagam się z każdą, która stawia opór i jak powiadam, "walczę" z nią aż do skutku.
- Jaka jest Pana opinia o rebusach ?
Bardzo lubię rebusy i jeśli są w jakimś czasopiśmie, właśnie od nich zaczynam zabawę. Może to wiąże się z moimi zainteresowaniami sztukami pięknymi.
- Próbował Pan kiedyś rozwiązywać drobne formy szaradziarskie typu - homonimy albo anagramy.
Naturalnie. To specyficzny rodzaj "łamania głowy", który wymaga nie tylko posiadania określonego zasobu tzw. haseł krzyżówkowych, co pasjonaci tej rozrywki po jakimś czasie opanują i automatycznie wypełniają rubryki, ale też "kombinowania", twórczego myślenia.
- Może da się Pan namówić na jedno takie zadanie z ostatniej "Rozrywki".
"Mąż i zupy"
Jego - - - - - - - -
to pomidorowa,
- / - - - - - - - nie tknie
więc szkoda gotować
Proszę uprzejmie:
Jego ulubiona
to pomidorowa
a bulionu nie tknie
więc szkoda gotować
- Czy Pana ulubioną zupą też jest właśnie pomidorowa ?
Niestety nie, i boleję nad tym, bo bardzo lubię pomidory, a mam na nie uczulenie. Pech.
- Czy zna Pan kogoś ze swojego środowiska muzycznego, kto pasjonuje się szaradziarstwem
Boję się, że wszyscy oni są, jak ja takimi niedzielnymi szaradzistami. Zajmują się tym od czasu do czasu, wtedy kiedy tenże czas im na to pozwoli. Przynajmniej nie przypominam sobie żebym spotkał jakiegoś pasjonata.
- Czy z którymś z trzech wymienionych na początku artystów występował Pan kiedyś na wspólnej scenie, podczas jednego koncertu albo na jednej płycie ?
Tak, występowałem z nimi wszystkimi na jakichś wspólnych koncertach, ale to było dawno. Zresztą kiedyś środowisko artystyczne było bardziej zintegrowane, znaliśmy się wszyscy i przyjaźnili.
- Jest coś co łączy Pana np. z panem Rosiewiczem. On i Pan w czasie studiów śpiewaliście w klubach studenckich. On w warszawskim Medyku i Stodole, a Pan ... w gdańskim Żaku. Jakie są zatem Pana związki z Trójmiastem, albo szerzej z województwem pomorskim ?
Z województwem pomorskim, kiedyś za moich młodzieńczych lat zwanym gdańskim mam bardzo wiele wspólnego, bowiem Kwidzyn leżący w jego obszarze jest moim niemal rodzinnym miastem. Tam spędziłem dzieciństwo, tam skończyłem szkołę średnią. A Trójmiasto, to wspaniały okres studiów i wszystko to co się z tym wiąże, poza tym moja działalność w artystycznym ruchu studenckim, właśnie w "Żaku" i "Rudym kocie".
- Pierwszym zespołem który Pan założył był Jazz And Song w Kwidzynie, potem byli Golderousi, ale radiowi słuchacze poznali Pana w 1965 r. dzięki poznańskim Tarpanom. Jak doszło do jego założenia, skąd się wzięła ta zoologiczna nazwa i kto ją wymyślił ?
Po moim przyjeździe z Czechosłowacji, dokąd pojechałem z koncertami poezji śpiewanej, jakby "oddelegowany" właśnie przez "Żak" na zasadzie wymiany studenckiej, zauważony przez redakcje muzyczną PRiTV w Poznaniu, założyłem pod jej egidą zespół rockowy, który w drodze radiowego plebiscytu uzyskał nazwę "Tarpany". A więc wymyślił ją któryś z fanów, nie pamiętam kto. Dostał za to jakąś nagrodę.
- Piosenka "Siała baba mak" Pana autorstwa zdobyła kilkakrotnie najwyższą lokatę w Telewizyjnej Giełdzie Piosenki. Pamięta Pan w którym to było roku ?
Jest Pan bezlitosny z tymi datami. Nigdy nie przepadałem za matematyką i niechętnie zajmuję się liczbami, szczególnie tymi dużymi.
- W zespole Tarpany śpiewały też trzy znane polskie wokalistki - dwie Haliny i Wiesława. Czy może Pan przypomnieć ich nazwiska ?
Ma Pan rację, ale nie całkowicie. Solistkami Tarpanów były też Halina Żytkowiak i Halina Frąckowiak. Pani Wiesława Drojecka, bo zapewne o niej Pan myśli występowała z nami na takich koncertach-zbiorówkach, zaangażowana przez Estradę Poznańską. Na tej zasadzie przewinęło się wiele znanych nazwisk, jak choćby Violetta Villas, duet Rinn-Czyżewski itd. z tym że w paru piosenkach nagranych przez panią Wiesławę rzeczywiście akompaniowały Tarpany
- Po rozpadzie Tarpanów przeszedł Pan do zespołu Heliosi i nagrał jeden ze swoich największych przebojów - "Obietnice" ? Czy spodziewał się Pan takiego ogromnego sukcesu
Nieskromnie powiem, że tak. Bowiem, kiedy otrzymałem tekst od znanej poetki poznańskiej Jadwigi Urbanowicz, i pokazałem go naszemu "klawiszowcowi" Andrzejowi Zawadzkiemu, ten natychmiast zabrał się "do roboty". Po usłyszeniu nawet fragmentu motywu muzycznego, wiedziałem, że to będzie przebój.
- Jak się Pan czuł jako jeden z najpopularniejszych wokalistów w Polsce ?
Proszę sobie wyobrazić, że mam w swoich archiwach Ogólnopolską Listę Przebojów (były takie), światowych wykonawców, gdzie obok Czesława Niemena i Stana Borysa, ja reprezentowałem Polskę w pierwszej Dziesiątce. Były tam takie nazwiska, jak Jimi Hendrix, Otis Redding, Tom Jones. Jak się czułem? Początkowo wspaniale, potem jednak przyszło mi doświadczyć, że popularność przynosi nie tylko przyjemności.
- W Rostocku na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki zdobył Pan wyróżnienie za wykonanie "Ucieczki przed burzą". Czy to było pierwsze Pana festiwalowe wyróżnienie ?
Tak, to był mój pierwszy festiwal. Pojechałem tam jeszcze niedoświadczony i niedostatecznie poinformowany, tak że uważając, że na festiwal należy brać wielkie, dramatyczne, na wielki głos pieśni, skomponowałem taką, a to był festiwal typowo rozrywkowy. Stąd tylko wyróżnienie.
- Czemu nie ukazał się ani jeden longplay zespołu Tarpany i Heliosi ?
Heliosi istniały zbyt krótko, a Tarpany nie miały dobrego menadżera w odróżnieniu do Skaldów czy Czerwonych Gitar. Po za tym trzyletnia działalność Tarpanów to pasmo kłótni i nieporozumień. Przyczyną było nagromadzenie w zespole wielkich indywidualności, które ciągnęły każda w swoją stronę, chcąc grać swoją muzykę, jedni pop, drudzy rytm and blues, inni wreszcie jazz, czy typowy blues. Dowodem tego jest chociażby fakt, że po rozpadnięciu zespołu, każdy z muzyków natychmiast został przechwycony przez popularne wtedy grupy i każdy z nich zostawił po sobie tam znaczący ślad.
- Zespół Heliosi niestety działał jeszcze krócej niż Tarpany. A Pana losy splotły się następnie z big-bandem Janusza Sławińskiego "Kanon Rytm". I przyszedł kolejny wielki sukces w postaci przeboju "Za zdrowie pań". Czy piosenkę tę p. Jarosław Kukulski skomponował specjalnie dla Pana ?
To dość złożona historia. Zasadniczy motyw skomponowałem ja, gdzieś przysłowiowo między Kutnem, a Koninem nucąc sobie:"...nie wmawiaj mi, nie wmawiaj". Nie miałem wtedy ambicji kompozytorskich, powiedziałem Jarkowi, weź to jak chcesz, dopisz resztę, może coś z tego będzie. On rzeczywiście coś tam dopisał, ale nie chciało mu się aranżować, dał więc materiał Januszowi Sławińskiemu kierownikowi Kanon Rytmu, mówiąc mu: "zaaranżuj to, a za to możesz dopisać się jako współkompozytor". Tak się też stało, Andrzej Kudelski przekonał ich, że najbardziej komercyjny będzie temat "Za zdrowie pań", i wszystko to razem jakoś w biegu ja nagrałem, bo Janusz umieścił to w programie sesji nagraniowej Kanon Rytmu.
- A jak Pan wspomina wspólne trasy koncertowe z Anną Jantar ?
To była wspaniała, wesoła dziewczyna. Umiała się śmiać, bawić i miała duże powodzenie na estradzie. Przepracowaliśmy parę lat w prawdziwej przyjaźni. Szkoda jej, bo była dobrym człowiekiem i miała przed sobą przyszłość w dziedzinie artystycznej.
- To już było w okresie, kiedy rozpoczął Pan samodzielną działalność estradową. Z kim w tamtym okresie jeszcze nawiązał Pan współpracę artystyczną ?
Mając już dość przygody z zespołami rockowymi, postanowiłem tworzyć wielkie programy recitalowe z udziałem gwiazd z innych dziedzin sztuki. Zająłem się reżyserowaniem tych programów, angażowaniem baletu, projektowaniem kostiumów i dekoracji. Postanowiłem, że gospodarzem każdego z tych programów winna być jakaś gwiazda filmowa. I tak przewinęły się wielkie nazwiska filmu, jak Lucyna Winnicka, Mieczysław Kalenik, Teresa Szmigielówna itp. Pierwszą część programu wypełniali wykonawcy różnych dziedzin sztuki: kabaretu, opery, sztuk pięknych. Ja z baletem, chórem i orkiestrą wypełniałem część drugą. W kronikach estrady zachował się rekord ilości spektakli w ciągu jednego roku któregoś z moich programów.
- Proszę powiedzieć kilka słów na temat płyty "Na szkle malowane" z 1971 r.?
Przyjaźniłem się z kompozytorką Kasią Gertner. Bywaliśmy u siebie. Ona w tym czasie pracowała nad tą śpiewogrą, jak ją sama nazywała. Zaproponowała mi udział w nagraniu tej kultowej dziś płyty. Wybrałem "Hej baby, baby". W obsadzie wykonawców znaleźli się też m.in.; Niemen, Halina Frąckowiak, Maryla Rodowicz, Skaldowie. Niestety nigdy nie doszło do estradowego wykonania tego dzieła w tym składzie. Odbyły się jakieś teatralne wykonania z udziałem aktorów, ale to już nie było to samo.
- Pięć lat później ukazała się pierwsza Pana płyta długogrająca zatytułowana po prostu "E. Hulewicz". Czy krążek ten doczekał się swojej reedycji na płycie kompaktowej ?
Dwa lata temu Polskie Nagrania wydały ten materiał na krążku CD. Po roku następny longplay ukazał się na krążku CD i obydwa kompakty - czym się przy okazji pochwalę, uzyskały status "Złotej Płyty", które wręczono mi na specjalnych, uroczystych koncertach.
- Jak liczna jest w chwili obecnej Pana dyskografia ?
Sam nie wiem, w zamierzchłych czasach niezliczone ilości tzw. "Czwórek", nie licząc singli, dwa albumy recitalowe, masę jakichś zbiorowych longply'ów, teraz dwa CD "złote", i teraz jestem w trakcie nagrywania dwóch kompaktów. Jeden już wyjdzie pod jesień, a drugi pewnie w przyszłym roku.
- Pamiętam, że w rozmowie przeprowadzonej w programie "Wideoteka dorosłego człowieka" wspominał Pan w 2002 r. o swoich planach nagrania zupełnie nowego materiału muzycznego. Czy można dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat ?
Właśnie o tym wspomniałem. Zgłosiła się do mnie pewna firma fonograficzna, której wyszło w jej rozeznaniu rynku, że cyt.: "Jest pan piosenkarzem tzw. średniego pokolenia, w którego warto inwestować". W związku z tym zaproponowali mi nagranie płyty z premierowym repertuarem, awangardowych, nowoczesnych utworów, które mają dowieść, że jestem w stanie znaleźć się na topie współczesnych wykonawców. Zmagam się właśnie z tym materiałem, parę już nagrałem. Zobaczymy. W tej chwili jestem w trakcie negocjacji z Kwidzynem na temat ew. sponsoringu tej płyty. Bardzo zaangażowaną w tym dziele jest znakomita dziennikarka i animator życia kulturalnego na tamtym terenie Pani Bożena Bardelska.
- A jak się Panu śpiewało w teleturnieju "Jaka to melodia" ?
To potrzebna audycja. Przypomina w wielu przypadkach trochę już zapomnianych artystów, nie zasługujących na to zapomnienie, ukochanych przez sporą część fanów, miesza ze współczesnymi wykonawcami. Słowem dla każdego coś miłego. Tam jest bardzo sympatyczna atmosfera, bardzo profesjonalna ekipa łącznie z prowadzącym Robertem Jankowskim.

- Proszę powiedzieć, gdzie można usłyszeć p. Edwarda Hulewicza w 2003 r. ?
Już niemal siedzę na walizkach wybierając się na Festiwal "Złote Przeboje" w Tarnowie, którego jestem m.in. pomysłodawcą i wykonawcą. Potem 13 września w amfiteatrze w Radomiu, potem w amfiteatrze w Kielcach. Jest tego trochę.
- Może coś więcej na temat Festiwalu "Złote Przeboje" w Tarnowie ...
Jest to festiwal, na pomysł którego wpadliśmy z Bogdanem Szelugowskim, klawiszowcem, byłym i obecnym kierownikiem Tarpanów. Mówię obecnym, bo reaktywowaliśmy Tarpany, mieliśmy już parę inauguracyjnych koncertów, a te najważniejsze szykujemy na jesień w teatrze muzycznym w Poznaniu, w samym mateczniku, tam gdzie te Tarpany powstały. Wracając do festiwalu, pomysł podchwyciły władze Tarnowa, zainwestowały i w ich pięknym amfiteatrze co rok będzie się ten festiwal odbywał. Cechą charakterystyczną festiwalu jest to, że preferuje wykonawców tzw. "średniego pokolenia", artystów w pełni sił twórczych, a nieco zaniedbywanych przez nasze publikatory i tutaj mających możliwość usatysfakcjonować swoich fanów. W zeszłym roku byli m.in. Jerzy Połomski, Jacek Lech, Krystyna Giżowska, Partita no i ja. Koncert prowadził (i będzie) znany radiowiec Marek Gaszyński. Wykonawcom akompaniują Tarpany.
- Oprócz przebojów z lat 60., 70. i 80. śpiewa Pan też współczesne światowe hity. Może wymieni Pan kilka ich tytułów ?
Choćby mój ukochany utwór "Love Me Tender" Presleya.
- Nie wszyscy wiedzą, że ma Pan za sobą także debiut filmowy. W którym obrazie wykonywał Pan utwór "Rytm Carnaval" ?
W filmie pt. "Wodzirej", nazwiska reżysera nie powiem, bo go nie lubię.
- Od kiedy działa Pana strona internetowa ?
Dopiero od roku. Chętnie podam jej adres, bo lubię nawiązywać kontakty, lubię poznawać ciekawych ludzi. A więc: www.hulewicz.art.pl
- Czy listy elektroniczne piszą do Pana głównie fani z lat 60., czy też przedstawiciele dwóch, a nawet trzech pokoleń ?
Piszą różni, w różnym wieku, bywa, że babcie zarażają moją muzyką i to skutecznie, swoje wnuczki. Staram się systematycznie odpisywać w miarę wolnego czasu, tak że nie mam specjalnych zaległości.
- Proszę na zakończenie spróbować ułożyć własną, autorską definicję do krzyżówki jednego lub kilku z proponowanych terminów: PASKUDA, SZABADABADA, PROMETEUSZ, WIERSZ, OPOLE, RECITAL, BALLADA, CZWÓRKA, BEREZNO, SKRZYPCE, FAN CLUB, PIOSENKA, RADIO, DOM DZIECKA
- PASKUDA - Brzydula z Zegrza
- SZABADABADA - Blebleble
- PROMETEUSZ - Boski Dobroczyńca
- WIERSZ - Natchniona proza
- OPOLE - Miejsce, gdzie śpiewać każdy może
- RECITAL - Ekshibicjonizm wokalny
- BALLADA - Śpiewana powtórzanka
- CZWÓRKA - Odwrócone krzesło
- BEREZNO - Miejsce początku
- SKRZYPCE - Kształt i głos kobiety, w drzewie
- FAN CLUB - Idolgang
- PIOSENKA - Kilkuminutowy dramat
- RADIO - Ucywilizowany głos maszyny
- DOM DZIECKA - Urzędowa Matka